Nie wiem, jak w pozostałych szkołach, lecz w tych, do których miałam okazję uczęszczać, lekcje wychowawcze polegały głównie na tym, że uczniowie siedzieli w ławkach, a wychowawca zajmował się dziennikiem; sprawdzał oceny, rozliczał z godzin nieusprawiedliwionych, gonił za tymi, którzy mają słabe oceny i wiele nieobecności.
Dokładnie pamiętam jeden z niewielu dni, kiedy lekcje te były urozmaicone. Była to trzecia klasa gimnazjalna. Panował hałas - jak zwykle, kiedy uczniowie pozostawieni są sami sobie. Nauczyciel w ramach uciszenia nas choć na moment, byśmy nie przeszkadzali w wypełnianiu dziennika, polecił napisać wypracowanie - "Nie oceniaj książki po okładce".
Niestety, prace zostały zabrane, nigdy nie omówione i nie zwrócone. Tym samym nie pamiętam już, co dokładnie zawarłam w swoim wypracowaniu. Dzisiaj natomiast chciałabym wrócić do tego tematu i ponownie go omówić.


